To nie był zwykły muzyczny wyjazd. Dni w Próbie zaczynały się późnym śniadaniem, które często przeradzało się w spontaniczne freestyle’e w kuchni. W tle zawsze ktoś miksował, ktoś pisał wersy, a ktoś inny próbował ogarnąć kamerę.
Wieczorami – wspólne odsłuchy, rozmowy o życiu i muzyce, śmiech i niekończące się inside-jokes. Były też momenty pełne chaosu – jak wtedy, gdy Brzezin zjechał w wannie po schodach albo kiedy ktoś przez przypadek skasował cały projekt. Ale to właśnie te momenty stworzyły klimat, którego nie da się powtórzyć.